AURENDER

Odtwarzacz plików audio (streamer) Aurender A10



High Fidelity 01/2017 (Nr 154) - Wojciech Pacuła

Oryginalny tekst recenzji TUTAJ


MSB Analogue DAC

Rozmawiając podczas wystaw audio o przyszłości audio, ze szczególnym uwzględnieniem high-endu, słyszę najczęściej, że „przyszłość należy do Azji”. Być może spełniony czarny sen Witkacego może być ratunkiem dla naszej branży. A nawet jeśli nie ratunkiem, to co najmniej impulsem, sprawiającym, że audio znowu będzie sexy. Może zresztą już tak jest, tylko że nie zauważamy – albo nie chcemy zauważać – jak wiele nowych urządzeń z Chin, Tajwanu, Hong Kongu i Korei staje się ośrodkiem zainteresowania prasy, nie tylko specjalistycznej (o Japonii nie wspomnę, bo to jedno z centrów audio od „zawsze”).

W tym fantastycznym rozwoju pomagają im ogromne inwestycje w przemysł, także RTV, z których korzystamy także i my – nie zapomnijmy, że specjalistyczne audio jest czymś w rodzaju produktu wtórnego, bazującego na opracowaniach dla produkcji masowej. Wydaje się więc, że dopracowane produkty z wyższej półki coraz częściej będą pochodziły z firm, które na co dzień audio się nie zajmują, bo to dla nich produkcja uboczna, i które będą miały swoją kwaterę główną na Dalekim Wschodzie.

Ponieważ o Aurenderze już pisaliśmy przy okazji testu transportu X100L, nie powinna być zaskoczeniem informacja, że jest to jedna z najbardziej innowacyjnych firm tego typu, w dodatku niezwykle konsekwentna, regularnie wprowadzająca na rynek kolejne modele odtwarzaczy plików. Ten koreański producent , odział Smart Audio Division, specjalizującej się w monitorach telewizji UHD (Ultra High Definition) o nazwie TVLogic, swoją działalność zaczęła z górnej półki.

Jej pierwszym produktem był transport plików audio S10. Po zaprezentowaniu na co firmę stać, Aurender zaproponował naszej branży tańsze rozwiązania – najpierw topowy transport W20 oraz dwa, już naprawdę przyjazne cenowo, transporty – X100L oraz X100S. Chociaż mniejsze, zgrabniejsze, powtarzały pomysł znany z S10. I wreszcie w miejsce X100L wszedł model N100H, a S10 zastąpił N10.

MSB Analogue DAC

A10

Najnowsze urządzenie tej firmy idzie krok dalej i do transportu plików oraz zintegrowanej z nim pamięci (HDD) dodaje przetwornik cyfrowo-analogowy oraz możliwość regulacji siły sygnału wyjściowego – to kompletny odtwarzacz plików audio zintegrowany z przedwzmacniaczem. Aby stworzyć system audio wystarczy nam więc wzmacniacz mocy (końcówka mocy) oraz kolumny (ewentualnie tylko kolumny aktywne). I, oczywiście, sieć domowa z routerem, potrzebna do sterowania wszystkimi funkcjami odtwarzacza.

Z A10 odtworzymy większość używanych obecnie formatów audio, jak: DSD – DSF, DFF/2,8 MHz (DSD64), 5,6 MHz (DSD128) i PCM – WAV, FLAC, AIFF, ALAC, APE, MP4/32 bity-384 kHz. Sygnał może być pobierany albo z wbudowanego dysku twardego o pojemności 4 TB, albo z dysku NAS. W obydwu przypadkach podczas odtwarzania sygnał jest najpierw ładowany do pamięci stałej (SSD) i dopiero z niej pobierany jest do zdekodowania.

Tak przygotowany sygnał cyfrowy z dysku twardego lub wejścia cyfrowego trafia do układu DSP, w którym następuje jego obróbka mająca na celu eliminację jittera. W sekcji przetwornika zastosowano dwa, najnowsze układy D/A AK4490 firmy AKM o parametrach 32/768. Znakomicie wygląda część zasilająca – to aż cztery transformatory i kilkanaście niezależnych zasilaczy. Urządzenie wygląda bardzo solidnie i ładnie – obudowę złożono z aluminiowych, dokładnie dopasowanych płyt. Nóżki są aluminiowe, z warstwą korka pod spodem.

Obsługa

Odtwarzacze Aurendera znane są nie tylko z wyrafinowanej budowy i bardzo dobrego dźwięku, ale przede wszystkim z wyjątkowo łatwej obsługi i dopracowanego interfejsu użytkownika. Oprogramowanie umożliwiające pracę z tak skomplikowanym funkcjonalnie urządzeniem jest niezwykle kosztowne, dlatego nie wszyscy sobie z tym radzą równie dobrze. Można oczywiście skorzystać z oprogramowania sterującego zewnętrznej firmy (patrz: Innuos ZENith MkII), ale to zawsze będzie półśrodek.

A10 sterujemy przede wszystkim z tabletu firmy Apple, na który przygotowano aplikację Aurender Conductor. Znam ją z poprzednich odtwarzaczy tej firmy i jest to jedna z lepszych tego typu aplikacji, jakie znam. W tym przypadku zabrakło mi jedynie wyraźnie widocznej, dużej regulacji siły głosu za pomocą „gałki”, jak w aplikacji Kinsky firmy Linn, lub bargrafu. Ale już odtwarzanie było bardzo przyjemne. Urządzenie ładnie sortuje albumy i utwory.

A10 może odtwarzać pliki albo z wewnętrznego dysku, albo z dysku NAS. Chociaż znajdziemy w nim dwa gniazda USB, służą one tylko do podłączenia zewnętrznych nośników pamięci, z których pliki kopiowane są do wewnętrznej pamięci lub do NAS-a. Kopiowanie chwilę trwa, więc początkowo, kiedy kopiujemy większą ilość plików, należy uzbroić się w cierpliwość. Dodajmy, że plikami można zarządzać również bezpośrednio z komputera, a także kopiować pliki z jego pamięci do pamięci Aurendera. Trwa to jednak dłużej niż kiedy kopiujemy je przez wejście USB.

Informacje odczytamy nie tylko przez aplikację, ale również na dużym, kolorowym, czytelnym wyświetlaczu OLED. Dla regulacji siły głosu przygotowano ładny wskaźnik, przypominający regulację w urządzeniach vintage. Głośność zmienimy albo z poziomu aplikacji, albo gałką na przedniej ściance, albo z pilota zdalnego sterowania – jest on naprawdę funkcjonalny. Za jego pomocą zmienimy siłę głosu, włączymy i zastopujemy odtwarzanie utworu.

Inżynierowie pracujący przy odtwarzaczu to prawdziwi audiofile, co można poznać chociażby po tym, że dali nam do ręki narzędzia, które nikomu spoza naszej branży nic nie mówią: możliwość zmiany filtrów cyfrowych i analogowych. Filtry cyfrowe wpływają na sposób w jaki tłumiona jest część pasma poza połową częstotliwości próbkowania, a w konsekwencji na to, jak zachowuje się sygnał w pasmie słyszalnym.

Do dyspozycji mamy pięć filrów cyfrowych i trzy analogowe (odpowiednio):

  • Sharp Roll-off,
  • Slow Roll-off,
  • Short Delay & Sharp Roll-off,
  • Short Delay & Slow Roll-off,
  • Super Slow Roll-off,
  • Max current,
  • Less current,
  • Min current.


METODOLOGIA TESTU

Jak widać, Aurender A10 jest przemyślanym, zaprojektowanym z pasją i sercem urządzeniem. Przez cały test pracował bez zastrzeżeń, nigdy się nie zwiesił i nie kaprysił. Jego obsługa była przyjemna i nie nastręczała kłopotów.

Ponieważ to złożone urządzenie jego test rozłożyłem na kilka osobnych sesji. W pierwszej ustaliłem różnice pomiędzy filtrami cyfrowymi oraz sposobem zasilania analogowego stopnia wyjściowego. Następnie porównałem jego wewnętrzny przedwzmacniacz (regulację siły głosu) z zewnętrznym przedwzmacniaczem referencyjnym. Kiedy ustaliłem różnice i obsłuchałem się w dźwięku urządzenia, porównałem jego brzmienie z brzmieniem odtwarzaczy odniesienia – Compact Disc (Ancient Audio Lektor AIR V-edition) oraz SACD (Luxman D-05u).


ODSŁUCH

Płyty użyte w odsłuchu (wybór)

  • Seria Polish Jazz (wybór utworów), Polskie Nagrania „Muza”/Warner Music Poland, „Direct From Master”, WAV 24/88,2
  • Aga Zaryan, Remembering Nina & Abbey, Parlophone Music Poland, „Direct From Master”, WAV 24/96
  • Opus3 DSD Showcase2, Opus3, źródło: Opus3, DSD64 + DSD128
  • Dead Can Dance, Anastasis, [PIAS] Entertainment Group, PIASR311CDX, "Special Edition Hardbound Box Set", CD+USB drive 24/44,1 WAV (2012); recenzja TUTAJ
  • Miles Davis, Kind of Blue, Columbia/Legacy/Sony Music Entertainment SICP 30526, “The Original Mono Recordings”, Blu-specCD2 (1959/2013); recenzja TUTAJ
  • Miles Davis, Kind of Blue, Columbia/Legacy/Sony Music Entertainment, źródło: HDTracks, „The Original Mono Recordings”, FLAC 24/192
  • Stan Getz/Joao Gilberto, Getz/Gilberto, Verve, źródło: HDTracks, FLAC 24/96 (1964/2009)
  • Stan Getz/Joao Gilberto, Getz/Gilberto, Verve/Lasting Impression Music LIM K2HD 036, K2HD Mastering, „24 Gold Direct-from-Master Edition UDM”, CD-R (1964/2009)

Japońskie wersje płyt dostępne na  

Chciałbym, żebyśmy to dobrze zapamiętali, ponieważ funkcjonalność urządzeń cyfrowych staje się równie ważna, jak ich dźwięk: A10 jest urządzeniem, które może pracować jako transport plików z wewnętrzną pamięcią lub/i pamięcią NAS, zintegrowany odtwarzacz plików (z wewnętrzną pamięcią lub/i pamięcią NAS), a w tym ostatnim przypadku także jako przedwzmacniacz. No i, dzięki wejściu cyfrowemu TOSLink, może to być także przetwornik cyfrowo-analogowy z przedwzmacniaczem. Całkiem dużo, jak na jedno urządzenie, prawda? A wszystko to opanujemy bardzo szybko, nie tracąc czasu na pierdoły.

Ponieważ producent wymyślił je w konkretnym celu, tj. jako zintegrowane źródło, przetestowałem go właśnie w taki sposób, tj. jako (1) zintegrowany odtwarzacz plików audio z przedwzmacniaczem oraz (2) zintegrowany odtwarzacz plików audio pracujący z zewnętrznym przedwzmacniaczem aktywnym. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby po jakimś czasie postarać się o jeszcze lepszy przetwornik cyfrowo-analogowy z wejściem USB i zobaczyć, jak A10 zachowuje się jako transport plików.

Nie trzeba wiele, aby usłyszeć, że A10 ma być czymś w rodzaju „złotego środka”. Tj. produktem, który nie jest skupiony na szlifowaniu wybranych aspektów brzmienia, ale utrzymując równy, naprawdę dobry poziom, w żadnym z elementów nie zawodzi. Innymi słowy: gra równie dobrze mocny rock i elektronikę, jak i subtelną muzykę renesansu. Co więcej, stara się zagrać różnego rodzaju pliki (WAV, FLAC [PCM], DSF, DFF [DSD]), o różnej jakości (długości słowa i próbkowaniu) w możliwie najbardziej przyjemny, przyjazny sposób, bez ocieplania dźwięku (choć ocieplenie to najprostszy sposób na uprzyjemnienie życia).

Przedwzmacniacz

To odtwarzacz, który potrafi wydobyć mnóstwo detali i szczegółów z nagrania, składając to w bogaty przekaz, frapujący intensywnością i ciekawy muzycznie. Jeśli korzystamy z wbudowanego przedwzmacniacza, a więc cyfrowej regulacji siły głosu, będzie to szczególnie eksponowany element brzmienia. Znam ludzi kochających muzykę, którzy szukają właśnie takiego dźwięku i wszystkim im mogę powiedzieć: A10 zagra mocno, dokładnie, ze sporą ilością góry, bardzo czysto. Ale przede wszystkim w bardzo otwarty sposób.

Można to pięknie wykorzystać, trzeba tylko pomyśleć nad skompletowaniem reszty systemu. Tak otwarte granie może bowiem okazać się zbyt lekkie, zbyt otwarte – wystarczy podłączyć bardzo przezroczystą końcówkę mocy (lub kolumny), a zabraknie wówczas wypełnienia środka pasma. Dół, to akurat ciekawe, jest zawsze aktywny i mocny, jak również konturowy, nie chodzi zatem o jego brak. Powiedziałbym raczej o przesunięciu punktu ciężkości, zwróceniu naszej uwagi na to, co dzieje się na wyższym środku, kosztem jego niskiej części.

Ale podłączmy A10 do grającej gęsto, może nawet trochę ciepło końcówki mocy, takiej która stawia na średnicę, a wszystko się zmieni. Będzie dużo informacji i detali, ale podane zostaną w taki sposób, że butelka wina (lub whisky, w zależności od preferencji) sama nam się otworzy i nie będziemy mieli innego wyjścia niż ją wypić.

Załóżmy więc, że mamy wzmacniacz mocy o cechach, które wymieniłem lub traktujemy A10 jak zintegrowany odtwarzacz plików o stałym poziomie wyjściowym (pokrętło na 0 dB). Dostaniemy wówczas muzykę graną z pasją i zaangażowaniem. Wszystko jest tu poukładane, ma swoje miejsce i sens. Bryły instrumentów są wyraźne i duże. To rzecz, która w odtwarzaczach plików jest niezwykle porządana – wysoki jitter powoduje, że wszystko się rozpływa i szarzeje. Z A10 tego problemu nie ma, ponieważ to granie z nerwem i drivem.

Jego barwa jest, powiedziałbym, skupiona na środku pasma. Nie jest to cakiem prawda, ale w krótkim opisie byłoby to zdanie centralne. Głosy ludzkie są z nim szczególnie promowane. Czy to niski wokal Louisa Armstronga, czy wysoki Rosemary Clooney, zawsze będą w centrum uwagi. Wokale mają duży wolumen i znajdują się na linii łączącej głośniki. Wyraźnie słychać, że nie są ocieplane, nie dlatego skupiają na sobie nasz wzrok, ale nie mamy wątpliwości, że są czymś w rodzaju „centrum”, punktem odniesienia dla wszystkiego wokół.

Najwyższa góra jest wycofana, chociaż jej ilość będzie zależała od wybranego filtra cyfrowego. Mimo cofnięcia przekaz nie jest zamknięty – proszę sobie przypomnieć, co pisałem o A10 pracującym z wewnętrznym przedwzmacniaczem. Po prostu atak wysokich tonów jest złagodzony, przez co może się wydawać, że jest ich mniej. Odsłuch kopii master wybranych plików Polish Jazzu (WAV 24/88,2), przede wszystkim Astigmatic Komedy pokazał, że jest moc w górze pasma, że nie brakuje ani blach, ani nie są one zamglone, ani wycofane. Po prostu ich charakter jest taki, że tam, na górze mamy wrażenie ocieplenia.

Dół z kolei jest mocny i jednoznaczny. Ma nieco podkręconą średnią część, która jest trochę bardziej konturowa niż to, co poniżej, a co przekłada się na dobry drive. Jest to coś w rodzaju „rytmu” nadawanego dowolnej muzyce, naprawdę dowolnej. Kontrabas, gitara basowa, viola da gamba, stopa perkusji – wszystko to jest lekko mocniejsze niż okolice, a przez to ciągnie za sobą kolejne utwory, nadaje im rytm i spójność.

Myślę, że spodoba się to niejednemu melomanowi, fanowi, miłośnikowi. Tym bardziej, że jest to granie bardzo NIE „hi-fi”. Chodzi o to, że odtwarzając muzykę nie analizujemy jej zbyt gorliwie. Selektywność, rozdzielczość, skupienie – w tym przypadku cechy te nie decydują o odbiorze. W urządzeniu tym nie ma też wyraźnego skupiania, fokusowania poszczególnych instrumentów. Ich centralna część jest bardziej zbliżona do skrajów, które gładko przechodzą w tło.

A to przecież dokładnie odwrotna sytuacja od tej, o której zwykle pisze się w magazynach specjalistycznych audio, a którą można streścić w krótkim, bezsensownym zwrocie „krawędzie wycięte jak laserem”. Zarówno zbyt wyraźne źródła dźwięku, jak i zbyt rozmyte są odejściem od naturalnego przekazu. Pomiędzy tymi skrajnościami rozciąga się pole do interpretacji, pole umowności, w której można zaprezentować swój punkt widzenia. A10 bliżej jest do tych drugich, bez przesady, ale jednak. Daje to niezwykle wyrównany tonalnie, dynamiczny, bardzo przyjazny dźwięk (ale bez ocieplania), którego po odtwarzaczu plików raczej się nie spodziewałem.

Fitry

W menu odtwarzacza możemy ustawić sposób pracy analogowego stopnia wyjściowego (filtrów analogowych) oraz filtrów cyfrowych. Wypróbowałem je i z uwagą wysłuchałem porównania. A10 jest wystarczająco przezroczysty, aby różnice między nimi były klarowne i aby można było ustalić, która kombinacja nam najbardziej odpowiada.

W moim przypadku był to filtr cyfrowy Short Delay & Slow Roll-off powiązany z analogowym Max current. Dawały one najbardziej wyrównany tonalnie, głęboki dźwięk o dobrej dynamice. Ciekawie brzmiał też filtr cyfrowy Super Slow Roll-off, ale z nim akurat góra była mocno wycofana i ciepła. Z niektórymi nagraniami o mocnej kompresji da to znakomite efekty. Trzy pozostałe filtry cyfrowe brzmiały dla mnie szaro i płasko, mając akcentowany atak na części wysokich tonów, co do mnie nie przemawia. Zmiana filtrów analogowych na coraz „niższe” powodowała utratę części dynamiki i werwy.

Podsumowanie

Kompletne źródło cyfrowe, które może służyć także jako przedwzmacniacz i przetwornik D/A, które obsługuje się w tak przyjemny sposób, które gra w tak przyjemny, atrakcyjny sposób, jak A10 to rzadkość. Prawdę mówiąc jedynie odtwarzacze Linna steruje się równie łatwo i intuicyjnie, ale one akurat brzmią zupełnie inaczej niż Aurender. Ten oferuje pozbawione ostrości, wypełnione brzmienie o mocnym basie, z bardzo dobrą dynamiką.

Słuchając muzyki nie skupiamy się na atrybutach dźwięku, a właśnie na muzyce. Różnicowanie jest na tyle dobre, że zmiany filtrów momentalnie „ustawiają” nasze spojrzenie. Rozdzielczość i selektywność są dobre, ale to nie dla nich kupimy to urządzenie. Mówimy o wyjątkowo dopracowanym produkcie pod każdym względem: budowy, obsługi, funkcjonalności i dźwięku.

MSB Analogue DAC


BUDOWA

Czym jest A10 firmy Aurender? Producent nadał mu nazwę „Caching Network Music Serwer/Player with Analog Outputs”, co pokazuje, jakie problemy ma nasza branża w klasyfikacji tego typu produktów. Myślę, że polski opis powinien brzmieć w ten sposób: Aurender A10 to odtwarzacz plików audio, który po podłączeniu do routera dysku NAS może pracować również jako streamer/przetwornik D/A. Na jego wyposażeniu jest także regulacja siły głosu, pracująca w domenie cyfrowej.

Przód i tył

Jest on doskonałym przykładem na to, jak dobrze może być wykonany produkt audio. Ma on niski profil, ale jest głęboki. Chociaż nie rzuca się w oczy jest niezwykle solidnym produktem. W głównej mierze to zasługa doskonale wykonanej obudowy z aluminiowych płyt, żebrowanych boków i czystego, ale zaskakująco funkcjonalnego panelu przedniego. Mamy na nim bardzo ładny, czytelny wyświetlacz OLED, cztery przyciski sterujące, przycisk standby oraz gałkę siły głosu. Gałka ma podświetlaną na chwilę (regulacja siły głosu) zieloną obwódkę, a przycisk standby białą, która cały czas się świeci.

Z tyłu mamy łącza cyfrowe – 2 x USB i Ethernet, a także wyjście USB audio (2.0). Jest tam również wejście cyfrowe TOSLink, które możemy wykorzystać w celu podłączenia do naszego systemu odbiornika TV lub konsoli gier. Z boku umieszczono wyjścia analogowe – zbalansowane XLR i niezbalansowane RCA. Obok gniazda sieciowego mamy mechaniczny wyłącznik.

Środek

Wnętrze podzielono grubym, aluminiowym ekranem na dwie części: odtwarzacza plików i jego zasilacza oraz przetwornika D/A i drugiej części zasilacza. Układ odtwarzacza to tak naprawdę specjalizowany mikrokomputer. Ukryty został pod masywnym, aluminiowym profilem, który pełni rolę radiatora. Z przodu zamontowano pamięć masową – dyski SSD (120 GB), a pod nim 2,5” dysk HDD (4 TB). Sygnał z HDD (lub zewnętrznego NAS-a) najpierw trafia do dysku SSD, i dopiero potem przesyłany jest na drugą stronę.

Tam na wejściu zamontowano duży układ DSP Xilinx Spartan-6, którym zapisano program eliminujący jitter. Na tej samej płytce jest jeszcze odbiornik cyfrowy Burr Brown PCM9211, który jest „bramą” do przetwornika D/A. A ten ma budowę dual mono i jest w pełni zbalansowany. Każdy kanał ma osobną płytkę, rozpoczynającą się kością AK4490 firmy Asahi Kasei Microdevices (AKM). To nowoczesny układ delta-sigma o rozdzielczości 32 bitów, pracujący z sygnałem do 768 kHz i DSD128.

Konwersję I/U przeprowadza się w układach scalonych Burr Brown OPA627, a filtrację i buforowanie w kościach OPA827 K. Tuż przed wyjściami – osobno XLR i RCA – znalazły się scalone bufory wyjściowe, stosowane w układach studyjnych, LME49600 firmy Texas Instruments. Wyjścia mutowane są kontaktronami.

Na osobny akapit zasługuje niezwykle rozbudowane, dopracowane zasilanie. Sekcję odtwarzacza, wraz z dyskami, zasila pokaźny transformator z dużym, ładnym filtrem sieciowym. Trzy mniejsze transformatory, a co za tym idzie kolejne zasilacze, znalazły się w części poświęconej przetwornikowi – osobno zasilana jest część cyfrowa (DSP i odbiornik), a osobno układy wyjściowe lewego i prawego kanału. Wszędzie aż roi się od bardzo dobrych kondensatorów Nichicon Fine Gold – widać, że nie żałowano na nie pieniędzy.

Z przyjemnością ogląda się tak zaawansowane, a jednocześnie tak dopieszczone urządzenie.


Dane techniczne (wg producenta)

Sterowanie: Aurender Conductor App dla iPada/iPada Mini
Obsługiwane formaty plików:
- DSD: DSF, DFF/2,8 MHz (DSD64), 5,6 MHz (DSD128)
- PCM: WAV, FLAC, AIFF, ALAC, APE, MP4/32 bity-384 kHz
Pamięć wewnętrzna: SSD 120 GB + HDD 4 TB
Wyjścia cyfrowe audio: USB Audio Class 2.0 (PCM: do 32 bitów/384 kHz | DSD: DSD64, DSD128/DoP)
Wejścia cyfrowe audio:
- TOSLink 24/192
- 1 Gigabit LAN
Wejścia cyfrowe: 2 x USB 2.0
Napięcie wyjściowe: 
- RCA: 2 V rms | XLR 4 V rms
- Regulacja siły głosu: 90 dB ~ 0 dB, krok 0,5 dB 
- THD + N: min. -112 dB
- THD (1 kHz, 2,5 V rms, XLR): ​0,00013%
- Dynamika: max. 128 dB  (CCITT)
Kolor obudowy: srebrny lub czarny
Wymiary: 430 mm x 55 mm x 353 mm
Waga: 10,2 kg 

na górę
© 2003-2014 FAST Łódź. Wszystkie użyte znaki towarowe są zastrzeżone i należą do ich prawnych właścicieli.
powrót na stronę główną na górę
 
PREVIOUS
(left arrow key)
NEXT
(right arrow key)
CLOSE (Esc)