DAN D'AGOSTINO

Stereophile 2/2013

Dan D'Agostino Momentum - monofoniczne wzmacniacze mocy

Michael Fremer  4-ty luty, 2013

Jaki jest najlepszy sposób, aby uczcić koniec obowiązywania zapisu o zakazie konkurencji? Zaprezentować produkt, który nie ma konkurencji. Tak właśnie uczynił Dan D'Agostino z monoblokami Momentum To jego pierwsza konstrukcja po odejściu z Krella, firmy którą współtworzył ponad trzydzieści lat temu.

Pokazane półtora roku po rozstaniu monobloki Momentum wywołały spore poruszenie w światku audio. Tak przez długą historii innowacji wprowadzanych przez D’Agostino do sprzętu najwyższej jakości, jak i z powodu niesamowitego wyglądu nowego wzmacniacza. Pod względem wizualnym Momentum w niczym nie przypomina poprzednich konstrukcji D’Agostino. Czy na rynku jest dziś coś równie eleganckiego, co w równym stopniu kojarzy się z biżuterią w najlepszym tego słowa znaczeniu? Momentum zachwyca wyglądem bez nadmiernej ostentacji. Choć ten projekt spodoba się wszystkim, zwłaszcza miłośnicy tradycyjnych mechanicznych zegarków nie będą mogli oderwać wzroku od przedniej ścianki wzmacniacza. Ja nie mogłem a zegarki zupełnie mnie nie interesują...

Mały ale mocny

W odróżnieniu od dawnych wzmacniaczy Krella, Momentum (wysoki na 13cm) jest niewielki ja na wzmacniacz osiągający moc 300, 600 lub 1200W przy obciążeniu – odpowiednio – 8, 4 lub 2 omów. Na przedniej ściance dominuje okrągły wskaźnik osiąganej mocy, ale miedziane radiatory z boku przyciągają tyle samo uwagi. Przykręcono je do korpusu wykonanego z jednego kawałka aluminium.

Swe życie Dan D’Agostino poświęcił branży audio, ale oprócz tego jest on jeszcze znawcą wina, kolekcjonerem zegarków i maniakiem motoryzacji. Zdołał pomieścić element każdej z tych pasji w projekcie Momentum. Zwrócony ku górze okrągły wskaźnik mocy, ze wskazówką w dziewiętnastowiecznym stylu, jest oparty o projekty klasycznych zegarków. Stąd również wynika dokładne wykonanie całej obudowy, z minimalną tolerancją na odchylenia w trakcie produkcji. Czy będzie to mieć przełożenie na dźwięk?

Zamiast klasycznych skrzydełek radiatorów mamy tu po dwa rzędy otworów biegnących w miedzianych blokach po obu stronach urządzenia. Ich działanie przypomina dysze znane ze spalinowych gaźników lub przyrządów do napowietrzania wina. Zamiast mieszać powietrze z benzyną lub winem, dysze w Momentum ułatwiają chłodzenie: rozgrzane powietrze opuszczając je u góry wręcz zasysa chłodne na dole obudowy. Zastosowanie tych otworów oraz samej miedzi – przewodzącej ciepło dużo lepiej niż popularniejsze aluminium – oznacza, że monoblok Momentum nie nagrzewa się zbytnio mimo pracy w klasie AB i niewielkich rozmiarów. Nawet, gdy jest zmuszany do pracy na najwyższych obrotach. W spoczynku pobiera z sieci mniej niż 1W.

Układ elektroniczny wzmacniacza – z płytką pętlą sprzężenia zwrotnego – jest w pełni zbalansowany. Stopnie wzmacniające są ze sobą połączone bezpośrednio. W wyjściowym znajdują się rezystory z metalizowaną folią oraz 24 tranzystory 69MHz. Wynikiem tego jest pasmo przenoszenia wynoszące 1Hz-200kHz (-1dB) lub 20Hz-20kHz (+/- 0,1dB). Tak jak monobloki darTZeel NHB-458 – które przypomina pod względem dźwięku, zwłaszcza w stałości wszystkich parametrów od basu po wysokie tony – Momentum jest konstrukcją z niewielkim sprzężeniem zwrotnym a nie bez pętli sprzężenia. Zastanawiam się czy Dan D’Agostino, tak jak twórca dartZella Herve Deletraz, nie zrezygnował z walki o możliwie najniższe zniekształcenia harmoniczne na rzecz utrzymania ich na poziomie nieco wyższym, ale za to stałym w całym przebiegu spektrum. I czy nie zrobił tego samego ze stosunkiem sygnału do szumu. Wartości podawane w danych technicznych są dobre, ale – to samo dotyczy dartZeela – widziałem już niższe. Lista danych, którą można znaleźć na stronie internetowej producenta Momentum jest wyjątkowo krótka.

213dog.bac.jpg

Na tylnej ściance znajdują się: wejście XLR, gniazdo sieciowe IEC, bezpiecznik, przełączniki zmieniające jasność wyświetlacza i czułość miernika mocy, gniazda zdalnego wyzwalania 12V oraz para firmowych terminali głośnikowych, które nie akceptują wtyków bananowych. Panuje tu porządek, który ułatwia natychmiastowe połączenie urządzeń. Niestety, mój system ma jedynie wyjścia single-ended, musiałem więc skorzystać z przejściówek RCA-XLR. Dan D’Agostino powiedział mi, że Momentum „lubi” sygnał zbalansowany. Kiedy jednak próbowałem podłączyć go bezpośrednio do regulowanego wyjścia XLR przetwornika MSB Platinum Diamond DAC IV – omijając przedwzmacniacz darTZeel NHB-18ns – czułem, że brakuje mu trochę pary. Potem sobie przypomniałem: D’Agostino powiedział również, że jest to układ o niskim stopniu wzmocnienia. Wróciłem więc do preampu z jego wyjściami RCA.

Rozpalony przed wygrzaniem
Po raz pierwszy usłyszałem monobloki Momentum na targach CES w połączeniu z kolumnami Wilson Audio Sasha. Patrząc na te trudne do napędzenia konstrukcje nie widziałem zestawu wielu głośników w dwóch kolumnach, ale parę otworów, przez które do pomieszczenia wlewała się bez żadnego wysiłku powódź muzycznego miodu.

Można potraktować to jako opis wady wzmacniacza, ale zupełnie nie o oto mi chodzi. Kiedy muzyka jest ostra i żywiołowa – Momentum właśnie tak ją pokazuje. Zwłaszcza jeśli nagrania mają mocny, energetyczny bas. Słychać wtedy pełną, autorytarną wręcz, kontrolę nad głośnikami, które zdają się znikać z pokoju. Każdy z nas tego doświadczył siedząc w optymalnym punkcie odsłuchu – kiedy kolumny rozpływały się jako źródła koherentnego dźwięku. Ilu z nas jednak słyszało kolumny, które znikały tonalnie i to słuchane z dowolnego miejsca w pokoju? Nie wspominając nawet, że był to hotelowy pokój podczas targów audio. To właśnie usłyszałem gapiąc się na Wilsony Sasha napędzane przez Momentum. Wokół mnie słyszał to samo tłum ludzi. Na całych targach CES wyczuwało się poruszenie: „Dan wrócił!” Każdy, z kim rozmawiałem, wspominał o niesamowitej gładkości dźwięku, który jednocześnie był ultra-przeźroczysty i aksamitno-głęboki.

Tak było wtedy. A teraz?
Jak to możliwe, że tak szczególny wzmacniacz, którego brzmienie tak dobrze zapamiętałem, nie ma żadnego własnego charakteru? To brzmi jak oksymoron. To pewne, że po jeszcze dłuższym czasie odkryję „dźwięk” tych monobloków. Tak myślałem. Teraz – po kilku miesiącach odsłuchów – nie jestem przekonany.

Wilson Audio Alexandria XLF to relatywnie łatwe obciążenie dla wzmacniacza. Trudno usłyszeć kolumny o równie gładkim i wyrównanym brzmieniu. Czy w dalszej części tej recenzji będę opisywać dźwięk kolumn, czy wzmacniacza?

Na szczęście teraz już słyszałem Alexandrie napędzane przez wiele innych wzmacniaczy. Były wśród nich Mark Levinson No. 53, Ypsilon Aelius, darTZeel NHB-458, Musical Fidelity Titan i Music Reference RM-200 Mk II. Wiem, jaki mają wpływ na rezultat końcowy, na brzmienie systemu.

Tak jak w przypadku monobloków darTZeel NHB-458, po włączeniu Momentum odnosi się wrażenie, że dźwięk jest – w każdym aspekcie – w porządku (choć nie jest taki sam jak dźwięk NHB). Słyszałem już wzmacniacze szybsze, szczuplejsze, bardziej powietrzne a przez to bardziej transparentne, w popularnym dziś znaczeniu tego słowa.

Słyszałem doskonałe wzmacniacze, które miały cięższy bas i jaśniejsze transjenty w wysokich tonach niż Momentum. Słyszałem wzmacniacze z bardziej płynną dolną średnicą. I takie, których górna część średnicy była bardziej wycofana i sucha. Słyszałem wzmacniacze bardziej grzeczne. I bardziej huligańskie. Słyszałem wzmacniacze szybsze i z dłuższym wybrzmieniem. Wszystkie te cechy dźwięku człowiek akceptuje lub odrzuca tuż po ich usłyszeniu. Skoro słyszy je w trakcie pierwszego odsłuchu – będzie słyszeć zawsze. Chyba, że postanowi je zniwelować poprzez konfigurację reszty systemu.

Spędziłem dużo czasu słuchając monobloków Momentum. Stale myślę o jednorodności ich pasma, o delikatnej średnicy przypominającej dźwięk z lamp, o doskonale kontrolowanym basie. Trzymały w mocnym uścisku niskotonowe głośniki Alexandrii, zachowując przy tym pełną delikatność i odpowiedni timing. Efektem tego był dźwięk o odpowiednich proporcjach między szybkością, wypełnieniem, ciężarem i kolorem. Tworzyły też skrzącą się średnicę skrzącą pełną powietrza a ich wysokie tony – choć nie najjaśniejsze – doskonale uzupełniały resztę spektrum.

Efektem ich pracy jest stworzenie wypełniającego przestrzeń „dźwiękowego eteru”, w którym wszystkie nuty pływają bez żadnego wysiłku i w odpowiednim czasie. Krótko mówiąc, w domu słyszałem dokładnie to, co na targach CES. W zasadzie nic. Albo wszystko.

213dog.2.jpg

Generalnie rzecz biorąc, Momentum przypominają brzmieniem olbrzymie monobloki darTZeela. Choć ich góra jest nieco wycofana, bardziej zrelaksowana a bas jest mniej muskularny. Ale w połączeniu z doskonale gładkim odwzorowaniem tworzy to prawie identyczny obraz dźwiękowy (o nieznacznie mniejszej skali).

W kwestii muzyki
Na płycie Granta Greena The Complete Quartets with Sonny Clark (2 CD, Blue Note CDP 8 57194 2), nagranej przez Rudy’ego Van Geldera, jest – do tej pory nie opublikowana - wersja „My Favorite Things”. Gitarzyście towarzyszą na niej: Clark (pianino), Sam Jones (bas) i Louis Hayes (perkusja). Jest to wersja bardziej swingująca, pulsująca i jazzowa niż lepiej znane podejście Coltrane’a. Green, gra tu prawdopodobnie na swoim GIbsonie hollow-body. Zwykle lubił ściszać wysokie i niskie tony tej gitary akcentując środek, osiągając wrażenie całkowitej ciepłej płynności pojedynczych nut tego zakresu.

Monobloki Momentum pokazały ciepło interpretacji Greena, co nie jest najtrudniejsze, jedocześnie zachowując pełną delikatności aurę towarzyszącą każdemu szarpnięciu struny, jej puls i wybrzmienie. To już trudniejsze zadanie. Jeżeli jest wykonane poprawnie, instrument jest pokazywany z trójwymiarową wręcz dokładnością.

Szybszy, bardziej klinicznie brzmiący wzmacniacz mógłby podkreślić transjenty kosztem aury. Konstrukcja o bardziej miękkim dźwięku podkreślałaby aurę, ale bez precyzjnego określenia jej miejsca na scenie. Stojąc przed takim wyborem, wolę brzmienie kliniczne niż rozmyte. Ale najlepiej, jeśli wszystko jest pokazane poprawnie. Tak, jak to robi Momentum.

Być może powinno być więcej iskier w brzmieniu talerzy uderzanych przez Hayesa. Ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Perkusja brzmi tu bowiem wyjątkowo spójnie, od stopy po werble, atak i wybrzmienie są tu tak czyste i uporządkowane.

Nie powinno się jednak łączyć Momentum z kolumnami za pomocą kabli, które są zbyt miękkie i oferują dźwięk nadmiernie wypolerowany. Chyba, że kolumny mają wybitnie analityczny charakter. Ten wzmacniacz potrzebuje otwartego przewodu, żeby pokazać wszystkie zalety. A propos zalet, źródłem sygnału w trakcie tego testu był przetwornik MSB Platinum Diamond DAC IV. To najlepszy dźwięk z cyfry, jaki w życiu słyszałem.

Serwer Meridian (dawniej Sooloos) przesyłał do przetwornika plik z utworem „Purim” z płyty kwartetu Andy Statmana Between HEaven & Earth: Music of the Jewish Mystics (CD, Shanachie 64079). Klarnet Statmana słychać w prawym kanale, lekko na lewo od środka jest banjo a trochę bardziej w lewo – rytmiczne uderzenia stóp muzyka grającego na tym banjo. Trudno o bardziej realistyczny, trójwymiarowy, dokładniejszy i pełen powietrza rysunek klarnetu. Może bajno mogłoby być ciut cięższe, ale gładkość tego obrazu, sposób w jaki Momentum oddają łączność między instrumentami i przestrzeń wokół każdego z nich jest absolutnie wyjątkowy.

Wzorcowym nagraniem jest dla mnie Piano Music in a Church Endre Hegedusa (Almost Analog Digital, dostępne również w postaci pliku na www.toneapearls.com). Nagrane na żywo solowe fortepianowe utwory Chopina i Debussy’ego. Jeden człowiek przy jednym fortepianie w kamiennym kościele. Jeżeli lubisz oceniać warstwy sceny dźwiękowej: wzmacniacze D’Agostino tworzą warstwę za warstwą za warstwą a jednak cały czas zachowują doskonałą przejrzystość i pełną kontrolę nad wydarzeniami. Znany walc „minutowy” Chopina Des-dur op. 64 nr 1– jeżeli ja go znam, jest znany – grany na całej klawiaturze z wieloma mocnymi akcentami i zmianami dynamiki jest sprawdzianem spójności dźwięku, koherencji, testowanych wzmacniaczy i kolumn.

Nigdy – oprócz wielkich darTZeeli – nie słyszałem wzmacniacza lepiej prezentującego to nagranie pod względem przestrzeni, dynamiki lub harmonii. Scena dźwiękowa była wyjątkowo stabilna, niezależnie od wysokości dźwięków i siły uderzeń w klawisze. Nigdy wcześniej nie odczuwałem tak mocno wrażenia, że jestem częścią publiczności i widzę przed sobą fortepian. Chciałbym, żeby ktoś – w oparciu o analogową taśmę matkę – wydał to nagranie na winylowej płycie. Może wreszcie udałoby się pokonać Maksa Wilcoksa, producenta płyt Artura Rubinsteina. (Max, jeśli to czytasz: wyzwałeś mnie kiedyś w Avery Fisher Hall od fanatyków winylu.)

Kolejnym nagraniem fortepianu solo, które ożyło dzięki tym monoblokom jest „The All Golden” z płyty Moonlightning: Live at The Ash Grove (CD, Warner Bros. 46533-2) Van Dyke Parksa. Jest to utwór trudny do zagrania i jeszcze trudniejszy do zaśpiewania. ( W oryginale piosenka ta pojawiła się na płycie Song Cycle z 1968, która zasługuję na lepiej brzmiącą reedycję niż ta, wydana przez Sundazed.) I znów: wrażenie obecności w nocnym klubie i sposób w jaki Momentum rozdzieliły a jednocześnie zmiksowały dźwięk sali i monitorów był klasą dla siebie.

Ale czy potrafią dać czadu?
W trakcie tego testu dotarł do mnie zestaw płyt zespołu The Beatles Stereo Vinyl Box (14 LP, EMI 33809). Jeżeli chodzi o Abbey Road Wzmacniacze D’Agostino poradziły sobie doskonale z pokazaniem różnic między pierwszym a drugim tłoczeniem brytyjskim, płytą wydaną w Japonii, reedycją Mobilie Fidelity, wydaniem Toshiba Pro-Use, oryginalną płytą wydaną przez Capitol, płytą CD, zremasterowaną wersją na pamięci USB i aktualnym wydaniem. Tak, poświęciłem na to prawie cały dzień. Nowa edycja została wycięta w oparciu o master 44,1kHz. Jak to krzyczała Nancy Kerrigan, kiedy Tonya Harding zniszczyła jej kolano przed Olimipiadą? „Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?”

Trzeba jednak przyznać, że wyrównanie zakresów na nowych winylach jest doskonałe. Osiągnięto mistrzowską równowagę tonalną. Jeżeli jednak chcecie usłyszeć dlaczego standard CD jest po prostu niewystarczający, porównajcie 24-bitowy plik z pamięci USB oraz 16-bitową płytę CD. Góra nowych płyt – choć powstała z wersji 24/44,1 – dociera do granicy, którą inne edycje przekraczają z łatwością. Ale nawet jeśli określimy wysokie tony Momentum jako nieznacznie wycofane, słuchanie nowych płyt przynosiło kompletną satysfakcję. Przesłuchałem na tych wzmacniaczach całą swą kolekcję Beatlesów, nawet ‘cyfrowe winyle’ brzmiały świetne. Kiedy słuchałem najgorszych, jasnych i ostrych, płyt rockowych z mojej kolekcji – brzmiały jasno, ostro i okropnie. Kiedy zaś słuchałem swoich najlepszych nagrań rocka – był to po prostu prawdziwy rock. Te wzmacniacze niczego nie maskują.

Atak, podtrzymanie, wybrzmienie
To moje ulubione trio. D’Agostino Momentum – tak jak darTZeel NHB-458 – rozprawiły się z nim bez pudła. Atak był czysty i precyzyjny, ale w żadnym wypadku nie sztuczny czy kliniczny. Nie słyszałem podkręconych krawędzi ani podkreślania wiodących transjentów. Jeżeli tego szukasz w muzyce – rozejrzyj się za innym wzmakiem, ale to przecież nie są rzeczywiste detale i nie słychać ich w żywym graniu. Miękkie, ciepłe i płynne odwzorowanie ataku dźwięków może się podobać na krótką metę, ale z czasem zaczyna nużyć. Momentum były raczej po tej stronie odwzorowania, ale tuż obok granicy neutralności. Nie jest to więc problem, którego nie da skorygować się na etapie konfiguracji systemu.

Podtrzymywanie dźwięków przez Momentum jest wspaniałe. Płynne i pełne jak z wielkich wzmacniaczy lampowych. To wielkie osiągnięcie dla konstrukcji tranzystorowej. Wybrzmienie było równie dobre: precyzyjne, długie, wpadające w naturalne tło a nie w sztuczną, pozbawioną życia czerń, jakie nie spotyka się w naturze.

Jednym z etapów testu komponentów audio jest określenie jakiego rodzaju muzyki chcemy na nim słuchać. Kiedy zastanawiam się czego słuchałem podczas tego testu – odliczając płyty, których musiałem posłuchać (sporo Beatlesów i kilka płyt, które jednocześnie recenzowałem) – okazuje się, że lista nagrań obejmuje dokładnie wszystkie gatunki muzyki. Momentum nie faworyzowały określonego z nich. Były doskonałe w każdym.

Podsumowanie
Steampunkowe wskazówki monobloków Momentum prakycznie nie poruszały się podczas napędzania dużych i wydajnych kolumn Wilson Audio Alexandria XLF, niezależnie od poziomu głośności i rodzaju muzyki. Biorąc pod uwagę deklarowaną moc – nie powinny mieć żadnego problemu z kontrolą kolumn o każdej wydajności, niezależnie od ich impedancji. Słyszałem już bardziej klinicznie precyzyjne wzmacniacze i takie, które miały bardziej czarne tło, ale żaden z nich – oprócz wspomnianych kilka razy darTZeeli – nie dawał równie pełnego dźwięku z doskonałymi proporcjami.

Momentum to najlepszy z projektów Dana D’Agostino. Obok monobloków darTZeel NHB-458 to najlepszy wzmacniacz jaki kiedykolwiek słyszałem.

Measurements

To measure the Dan D'Agostino Momentum amplifier, I used Stereophile's loan sample of the top-of-the-line Audio Precision SYS2722 system (see www.ap.com and the January 2008 "As We See It"). Before I test an amplifier, my usual procedure is to run it at one-third power into 8 ohms for an hour. With a conventional amplifier using a class-A/B output stage, this level results in the maximum heat dissipation in the output devices. Unfortunately, after running at this level for 50 minutes, serial no.0265 turned itself off, with its heatsinks way too hot to keep my hand on. Those drop-dead-gorgeous, lacquered-copper heatsinks may not, therefore, be as efficient at dissipating heat as more conventional, finned heatsinks. I let the amplifier cool down, but it wouldn't power up again, although neither the 7.5A fuse on the rear panel, nor the fuse under the bottom-panel access plate, had blown. I therefore subjected the second sample, serial no.0266, to a shorter preconditioning time, 30 minutes. Even so, at the end of that time, my infrared thermometer indicated that the heatsinks were 119.6°F (48.7°C), and the chassis a warm 105.2°F (40.7°C). All measurements refer to this second sample.

The Momentum's voltage gain into 8 ohms measured 26.2dB, and the balanced input preserved absolute polarity, indicating that the XLR jack is wired with pin 2 hot. The input impedance was usefully high, at 200k ohms in the midrange, dropping to 160k ohms at the frequency extremes. The output impedance was moderately high for a solid-state design, at 0.21 ohm at 20Hz and 2kHz, rising very slightly to 0.23 ohm at 20kHz. (These figures include 6' of speaker cable.) The variation in response with our standard simulated loudspeaker was a moderate ±0.2dB (fig.1, gray trace). Fig.1 indicates that the Momentum has a wide small-signal bandwidth, the ultrasonic rolloff into 8 ohms (blue trace) not reaching –3dB until 110kHz—though this is not quite as wide a bandwidth as the specified –1dB at 200kHz. Nevertheless, the Momentum reproduced a 10kHz squarewave (fig.2) with very short risetimes and no hint of overshoot or ringing. The 1kHz squarewave was essentially perfect (fig.3).

213Damofig01.jpg

Fig.1 Dan D'Agostino Momentum, frequency response at 2.83V into: simulated loudspeaker load (gray), 8 ohms (blue), 4 ohms (magenta), 2 ohms (red) (0.25dB/vertical div.).

213Damofig02.jpg

Fig.2 Dan D'Agostino Momentum, small-signal 10kHz squarewave into 8 ohms.

213Damofig03.jpg

Fig.3 Dan D'Agostino Momentum, small-signal 1kHz squarewave into 8 ohms.

The unweighted, wideband signal/noise ratio, ref. 2.83V into 8 ohms and taken with the input shorted, was a good 77.2dB, this improving to 78.1dB when the measurement was restricted to the audioband. Switching an A-weighting filter into circuit improved the S/N ratio to 81.65dB. With the amplifier driving a 1kHz tone into 8 ohms at 100W, the Momentum's noise floor was disturbed by spuriae at the AC line frequency and its odd-order harmonics (fig.4), these spuriae most likely due to magnetic interference from the power transformer. Nevertheless, the spuriae all lie close to or below –100dB (0.001%) and thus can be considered negligible.

213Damofig04.jpg

Fig.4 Dan D'Agostino Momentum, spectrum of 1kHz sinewave, DC–1kHz, at 100W into 8 ohms (linear frequency scale).

Specified as having a maximum power of 300W (24.8dBW), the Momentum comfortably exceeded that rating, clipping at 405W into 8 ohms (26.1dBW), with clipping defined as the point when the percentage of THD+noise in its output reaches 1% (fig.5). Fig.6 reveals that the amplifier clips at 640W into 4 ohms (25.05dBW), while into 2 ohms (fig.7), the amplifier puts out 1115W (24.45dBW). As with Dan D'Agostino's earlier amplifier designs for Krell, the Momentum is a powerhouse!

213Damofig05.jpg

Fig.5 Dan D'Agostino Momentum, distortion (%) vs 1kHz continuous output power into 8 ohms.

213Damofig06.jpg

Fig.6 Dan D'Agostino Momentum, distortion (%) vs 1kHz continuous output power into 4 ohms.

213Damofig07.jpg

Fig.7 Dan D'Agostino Momentum, distortion (%) vs 1kHz continuous output power into 2 ohms.

Figs.5, 6, and 7 also indicate that the Momentum offers very low distortion at lower powers, but that the THD plateaus at 0.06–0.08% at moderate powers. I therefore measured how the THD+N percentage changed with frequency at a level, 20V, where I could be sure I was looking at distortion rather than noise. The result is shown in fig.8: THD+N remains constant with frequency below the top octave, though it does increase as the load impedance drops. However, there is very little rise in THD above 10kHz, suggesting that the Momentum has a commendably wide open-loop bandwidth.

213Damofig08.jpg

Fig.8 Dan D'Agostino Momentum, THD+N (%) vs frequency at 20V into: 8 ohms (blue), 4 ohms (magenta), 2 ohms (red).

Fig.9 indicates that the distortion is predominantly the subjectively innocuous second harmonic, though there is a suspicious-looking spike in the residual waveform almost coincident with each zero-crossing point. This spike is the result of a picket fence of higher-order harmonics (fig.10), though it's fair to note that these are all relatively low in level. I was a little puzzled, given the excellent high-frequency linearity seen in fig.8, that the 1kHz difference tone resulting from an equal mix of 19 and 20kHz tones at a peak level of 100W into 4 ohms (fig.11) was moderately high in level, at –69dB (0.03%), with the spuriae at 18 and 21kHz at –74dB (0.02%). However, all other intermodulation products lay at or below –90dB (0.003%).

213Damofig09.jpg

Fig.9 Dan D'Agostino Momentum, 1kHz waveform at 100W into 4 ohms, 0.084% THD+N (top); distortion and noise waveform with fundamental notched out (bottom, not to scale).

213Damofig10.jpg

Fig.10 Dan D'Agostino Momentum, spectrum of 50Hz sinewave, DC–10kHz, at 100W into 4 ohms (linear frequency scale).

213Damofig11.jpg

Fig.11 Dan D'Agostino Momentum, HF intermodulation spectrum, DC–24kHz, 19+20kHz at 100W peak into 4 ohms (linear frequency scale).

There are no surprises in the Dan D'Agostino Momentum's measured performance. This is an amplifier that is as well-engineered as it is beautiful to look at.—John Atkinson

na górę
© 2003-2014 FAST Łódź. Wszystkie użyte znaki towarowe są zastrzeżone i należą do ich prawnych właścicieli.
powrót na stronę główną na górę
 
PREVIOUS
(left arrow key)
NEXT
(right arrow key)
CLOSE (Esc)