AYRE

HiFi Advice 04/2013


Wzmacniacz zintegrowany Ayre AX-5 TWENTY




High Fidelity 10/2015 (Nr 138) - Wojciech Pacuła

Oryginalny tekst recenzji TUTAJ


MSB Analogue DAC

Pokazana w 2012 roku seria „5” firmy Ayre od razu zdobyła uznanie i sympatię melomanów i prasy specjalistycznej. I ja poddałem się jej urokowi, co zaowocowało przyznaniem wzmacniaczowi zintegrowanemu AX-5 Nagrody Roku 2013. Nie od razu jednak Rzym zbudowano i zajęło firmie sporo lat, zanim znalazła ona swoją niszę na rynku. Jak mówił Charlie Hansen, założyciel Ayre Acoustics, Inc.:

„Nie jesteśmy zainteresowaniu w produkcji urządzeń w stylu „ja też”. Dookoła mamy wiele dobrych produktów. Jeśli nie potrafimy zaproponować czegoś, co jest znacząco lepsze od tego, co już jest na rynku, to po co to robić? Jednocześnie taki produkt musi być na kieszeń większości klientów. Jeśli może je kupić tylko sześciu ludzi na całym świecie, to jaki to ma sens?”


Za: „Soundstage Fine Audio”

Firma ma swój własny, rozpoznawalny design. Jej urządzenia wyposażane są w niesamowicie solidne obudowy – w serii „5” mamy skręcane, grube płyty z aluminium, a w droższej są to bloki aluminium z wyfrezowanymi miejscami na podzespoły. Wypracowano też własne rozwiązania techniczne, wśród których warto wspomnieć o układzie typu Diamond we wzmacniaczu końcowym, EquiLock w przedwzmacniaczu, regulacji siły głosu Variable Gain Technology (VGT), a także zasilaczu AyreLock – liniowym, opartym na potężnym transformatorze. Najważniejszy jest jednak dźwięk, którego nie da się pomylić z niczym innym.

Dojście do miejsca, w którym jest w tej chwili zajęło Charliemu Hansenowi większość jego życia. Jego tata budował wzmacniacze Dynaco z kitów, a kiedy zauważył, że jego syn ma ku temu smykałkę, załatwił mu pracę w miejscowym sklepie ze sprzętem hi-fi. Mając 15 lat miał więc szansę słuchać produktów takich legend, jak: Audio Research, Linn i Magnepan. Dość szybko sam zaczął coś budować, a jego pierwszym komercyjnym produktem były ogromne, 5-drożne, ważące ponad 100 kg kolumny. Pomimo swoich gabarytów zdobyły uznanie paru ludzi i w ten sposób powstała firma Avalon Acoustics.

Nie był to jednak punkt dojścia, a jedynie przystanek – Hansen sprzedał Avalona i założył nową firmę. Ze względu na klauzulę o konkurencji zajął się elektroniką i w 1994 roku na rynku była już firma Ayre Acoustics. Od tamtej pory jej urządzenia powstają w Boulder (Colorado, USA). Czyli w miejscu, w którym swoje siedziby mają takie tuzy audio, jak: PS Audio, Boulder Amplifier, Avalon Acoustics oraz YG Acoustics.

MSB Analogue DAC

Testowany wzmacniacz ma na celu uczczenie dwudziestej rocznicy powstania firmy. Pierwsze były monobloki MX-R Twenty i przedwzmacniacz KX-R Twenty, seria „5” musiała trochę poczekać – stąd przesunięcie w czasie.

Od poprzedniej wersji wzmacniacz różni się od zewnątrz jednym jedynym szczegółem – złoconą blaszką z nazwą „Twenty”, umieszczoną pod logiem firmy. To wciąż wzmacniacz zintegrowany, w którym znajdziemy wszystkie najważniejsze patenty firmy, w tym te zarezerwowane dotychczas dla droższej serii. W układzie wyjściowym zastosowano układ Double Diamond (dotychczas był pojedynczy), a zasilacz to firmowe opracowanie AyreLock. Urządzenie pracuje w klasie AB, a przedwzmacniacz w klasie A – ani jeden, ani drugi nie są objęte pętlą sprzężenia zwrotnego. Sygnał wzmacniany jest jedynie w tranzystorach (a nie układach scalonych), w układzie zbalansowanym – od wejścia do wyjścia. Warto dodać, że firma opracowała własny sposób kontroli siły głosu, Variable Gain Technology (VGT), który pozwolił jej wyeliminować z toru potencjometr. Podobnie jak w wyższej klasy stołach mikserskich, tak i tutaj sygnał kontrolowany jest przez zmianę wzmocnienia układu.

Urządzenie ma bardzo wysoką impedancję wejściową (1 MΩ) oraz wysoką moc – 125 W, która podwaja się przy 4 Ω (250 W). Budowa jest znakomita, a wzmacniacz bardzo ciężki. Steruje się nim za pomocą wygodnego, dużego, ładnego pilota zdalnego sterowania. Jest on systemowy i obsługuje również odtwarzacze CD tej firmy. Zamiast ogólnie stosowanych symboli Ayre postawiła na własne.


DIAMOND

„Diamond Circuit” to jedno z tych opracowań, które musiały się wytrawić w ogniu czasu – wynalezione w latach 60. przez profesora MIT, pana Richarda Bakera, opatentowane zostało przez niego jako ‘A Gateable Bridge Network Having Power Gain’.

Układ ten składa się z dwóch par tranzystorów bipolarnych (przez Ayre zamienionych na FET), z połączonymi w odpowiedni sposób emiterami i bazami. Jak czytamy w notce z magazynu „Hi-Fi News”, zwykle stosowany jest on w układach wyjściowych, jako bufor o wzmocnieniu równym 1, dysponujący wysokim prądem wyjściowym. W Ayre pracuje on w klasie AB.

W tym samym numerze HFN Charlie Hansen mówi, że tak naprawdę nie wie, dlaczego układ ten brzmi lepiej. I jeszcze: „ale to jest właśnie piękno, tajemnica i sztuka, którą jest projektowanie układów audio. Gdybyśmy znali wszystkie odpowiedzi, wtedy wszystko brzmiałoby perfekcyjnie”.


METODOLOGIA TESTU

Wzmacniacz odsłuchiwany był w teście A/B/A ze znanymi A i B. Porównywany był do systemu odniesienia, przedwzmacniacza Ayon Audio Stratos III i wzmacniacza mocy Soulution 710, a także wzmacniaczy zintegrowanych elinsAudio Concerto oraz Octave V 80 SE. Źródłem były odtwarzacz CD Ancient Audio Lektor AIR V-edition oraz gramofon Transrotor Zet 3 Infinity z przedwzmacniaczem RCM Audio Sensor Prelude IC – obydwa z wyjściami zbalansowanymi.

Do kolumn Ayre podłączony był kablami głośnikowymi Acoustic Revive SPC-2.5Triple C-FM, a do źródeł interkonektami RCA-1.5Triple C-FM. Sieć to kabel Crystal Cable The Absolute Dream. Pod wzmacniaczem stały stopy antywibracyjne Franc Audio Accessories Ceramic Disc.


ODSŁUCH

Porównywanie kolejnych wersji urządzeń, których nie ma się obok siebie obarczone jest sporym ryzykiem. Przez czas, który upłynął od ich odsłuchu zmieniliśmy się my, zwykle zmienił się również nasz system. Doświadczenie podpowiada jednak, że jeśli w tym czasie słuchaliśmy innych urządzeń, jeśli nasze odsłuchy (testy) mają tę samą metodologię, to wyniki takich, odsuniętych w czasie, porównań są zaskakująco trafne. Choć, nie ma co ukrywać, pozostaje margines niepewności, o którym warto pamiętać.

W tym przypadku pomaga fakt, że firma Ayre prowadzi zdyscyplinowaną, metodyczną i konsekwentną politykę produkcyjną. To dojrzały producent, który wypracował swoje własne rozwiązania, dźwięk i zaskarbił sobie zaufanie wiernych odbiorców. Przy takich warunkach brzegowych bardzo rzadko zdarza się, aby nowe urządzenia zrywały z wypracowaną praktyką brzmienia. To raczej kontynuacja, rozwój, logiczne następstwo, co nie pozwala na bardzo szybką identyfikację zmian.

MSB Analogue DAC

Mimo to nietrudno wskazać, w czym dźwięk wersji „Twenty” różni się od podstawowej. Mniej w nim, tak wcześniej jednoznacznych, miękkości i delikatności, a więcej „body” i energii. Mimo że to wciąż raczej pastelowy przekaz, to teraz podparty jest bardziej konturowym średnim basem, a góry jest wyraźnie więcej. Wydaje się również, że cały bas jest lekko mocniejszy. Co miałoby nawet sens – wielu odbiorców urządzeń Ayre to posiadacze kolumn Magnepana – a tym niewielka pomoc w tym regionie pozwala rozwinąć skrzydła. Bardzo podobnie rozwiązała to polska firma elinsAudio we wzmacniaczu Concerto.

Różnice różnicami, ale najważniejsze jest to, jak AX-5 Twenty gra – myślę, że potencjalnych odbiorców, którzy nie mają pierwszej wersji jest znacznie więcej niż jej posiadaczy i to oni powinni się tym urządzeniem zainteresować przede wszystkim. To wzmacniacz, z którym nigdy nie zabraknie nam mocy. A przynajmniej nie w przeciętnej wielkości pomieszczeniach (20-40 m²) i przy innych niż „koncertowych” poziomach głośności. Urządzenie ma zapas pozwalający na doskonałe przekazywanie zmian dynamiki i pełni zarówno przy głośnym, ale i – tutaj to chyba nawet ważniejsze – cichym słuchaniu.

Pomimo że nie korzystamy z przycisku „kontur” (którego tu nie ma), choć to zrównoważone brzmienie, to także ciche, wieczorne sesje będą satysfakcjonujące. Nie zabraknie dynamiki, ani skrajów pasma i można będzie słuchać muzyki bez niedosytu. A spowodowana takimi ograniczeniami frustracja zwykle kończy się podkręceniem gałki siły głosu i nieuniknioną interwencją pozostałych domowników. A tego nie chcemy - peace!

Mocna podstawa basowa konstytuuje to, co dzieje się powyżej. Wydarzenia mają wagę i rangę. Żadna płyta, instrument, wykonawca nie są traktowani po „łebkach”. Ma się wrażenie, że wzmacniacz nad wszystkim pochyla się ze zrozumieniem i troską. Niska średnica jest więc mocno nasycona i dzieje się tam naprawdę sporo. Wolumen źródeł pozornych jest duży, to realne elementy na scenie, a nie papierowe „smoki” – niby duże, ale takie, w które wystarczy dmuchnąć, żeby się przewróciły. Bryły rysowane są z rozmachem, w dojrzały sposób.

Znacznie trudniej określić ogólny balans tonalny tego wzmacniacza. Choć postaram się to zaraz zrobić, chciałbym jednak zwrócić uwagę na prowizoryczność tego ustalenia – AX-5 Twenty jest bardziej neutralnym wzmacniaczem niż jego poprzednik i trudno w jego przypadku stawiać jednoznacznie na stwierdzenia w rodzaju „ciepły/zimny”, „jasny/ciemny”, „dynamiczny/spokojny”.

Jeślibym jednak miał się na coś zdecydować, to powiedziałbym, że firma Ayre utrzymała swój „firmowy” dźwięk: ciepły, duży, miękki. Tym dość ostrym określeniom dodałbym jednak „ale…”, które pozwoli dokładniej opisać jego dźwięk.

Bo z jednej strony słychać, że góra pasma jest lekko zaokrąglona i raczej ciepła, słodka. Ale też, kiedy uderza perkusja na płycie The Modern Jazz Quartet, kiedy blachy łoją, jak w Amazing George’a Michaela z płyty Patience, to nie mamy żadnych wątpliwości, że na tej pierwszej mikrofony były dość blisko blach perkusji i nie starano się tego wycofać, w imię zasady „jest jak jest”, a w tym drugim producenci pokręcili górę w imię „beatu” i klubowej (parkietowej) dosadności.

Zarazem głos George’a, szczególnie w otwierającym płytę Patience, jest z Ayre jak gdyby przepuszczony przez filtr, dzięki któremu nic nie syczy, nie irytuje (mówię o subiektywnym odbiorze, a nie o prawdziwym filtrze). Wokal ma duże rozmiary, jest głęboki i w dodatku pokazywany jest w dużej przestrzeni. A to akurat łatwo zgubić – to skompresowane, przeznaczone dla innych systemów niż audiofilskie, nagrania. Z Ayre takie płyty zyskują drugie życie.

Ale… Kiedy puścimy wyrafinowaną muzycznie i realizacyjnie płytę, np. Peace Patricka Nolanda, albo „odtworzenie” gry Arta Tatuma z płyty Piano Starts Here, usłyszymy niesamowitą głębię, miękkość, aksamitność oraz znakomitą przestrzeń.

A to dlatego, że wzmacniacz ten pięknie różnicuje – barwy, dynamikę, plany. Tatum gra w innym otoczeniu niż Noland i zupełnie gdzie indziej niż Monk ze swojej solowej płyty. Świetna jest również rozdzielczość, ponieważ żaden z tych zabiegów – tj. różnicowanie i pogłębianie – nie jest odbierany jako coś mechanicznego, odrębnego od samej muzyki. To dobrze ukryte narzędzia, za pomocą których wydobywane jest wewnętrzne napięcie między dźwiękami.

MSB Analogue DAC

Pewnie dlatego z taką przyjemnością odsłuchałem płytę Love Over Gold Dire Straits, z naciskiem na Private Investigation. Znam ten krążek doskonale, w winylowej wersji, a kojarzy mi się z moimi bardzo wczesnymi, porannymi wyjazdami z domu – wstawałem wówczas, nastawiałem stronę A tej płyty i kiedy się kończyła, byłem gotowy do wyjścia. Mam więc ten obraz wręcz wypalony w podświadomości. I bardzo długo nie mogłem ścierpieć jej cyfrowej wersji – ani Super Bit Mapping, ani SHM-CD nie były, moim zdaniem, zbyt udane. Dopiero Platinum SHM-CD przyniosło zmianę.

Wzmacniacz Ayre jest w stanie te subtelności, które są jednak dla mnie być, albo nie być, pokazać, oddać Platinum SHM-CD honory. Muzyka płynie z nim bez ograniczeń, tylne plany są doskonale czytelne, ale wcale nie są powiększane. Ustawiony bardzo daleko z tyłu głos Knopflera – a artysta raczej mruczy, nie śpiewa – był wystarczająco selektywny, aby stanowić spójną całość z instrumentami pokazanymi bardziej z przodu. Była to pełnokrwista opowieść, z narracją, z nastrojem.

O Nolandzie już wspomniałem, Tatumie też – i nie przypadkowo. Jest w tym wzmacniaczu coś, co daje ogromną frajdę z odsłuchu muzyki, która zwykle jest tylko renderowana, przybliżana. Jak fortepian solo, gitara solo, wiolonczela solo, skrzypce solo. Proszę mnie źle nie zrozumieć – duże składy, mocne, klubowe granie, elektronika, nawet Slayer (ale z płyty SHM-CD :) brzmią sensownie, mają power, drive, dobrze „żrą”. Szybko jednak wracałem do płyt, w których czystość tonu, połączona z wykwintną barwą są warunkiem koniecznym. Dla nich Ayre robi szpagat na drążkach, śpiewając przy tym arię sopranem koloraturowym – mało kto tak potrafi.


Podsumowanie

Jeśli coś jest dobre, to dobrym pozostanie – w audio to aksjomat. AX-5 w swojej podstawowej wersji był tak dobrym, tak fajnym urządzeniem, że można go było brać w ciemno. Ale też audio to sztuka poprawy – i „Twenty” w paru elementach idzie jeszcze dalej. To wciąż nieco ciepły, nieco „ciemny” (ale tylko subiektywnie – patrz wyżej) dźwięk. Ma świetną podstawę basową i kremową, dźwięczną górę. Tej ostatniej nigdy jednak nie brakuje, nawet przy cichym słuchaniu. Dynamika i scena dźwiękowa – obydwie na piątkę.


BUDOWA

Ayre to firma mająca duże zasługi na polu promowania rozwiązań wydających się dzisiaj czymś normalnym, które jednak przez wiele lat były postrzegane jako fanaberia dziwaków. Jedną z nich jest szczególna dbałość o niwelowanie rezonansów obudowy. AX-5 Twenty jest więc ona niemal pancerna. Złożono ją z grubych aluminiowych płyt i płaskowników. Pomimo to wygląda lekko i przyjaźnie – to znowu zasługa udanego projektu plastycznego, w którym aluminiowy front, z zaoblonymi krawędziami ładnie łączy się z wpuszczonymi w wyfrezowania gałkami oraz dużym wyświetlaczem.

Wyświetlacz wykonano z modułów LED, zakrytych niebieskim filtrem. Wielkość cyfr i liter pozwala na to, aby osoba w „odpowiednim” wieku odczytała wszystko nie wstając z kanapy. Jeśli jednak chcemy – możemy go przyciemnić, a nawet wyłączyć. Odczytamy na nim np. nazwę wybranego wejścia oraz siłę głosu. Te dwie gałki – siły głosu i zmiany wejść – wraz z dwoma podświetlanymi przyciskami, pozwalają na obsłużenie wzmacniacza i jego menu.

MSB Analogue DAC

Zmieniać można całkiem sporo parametrów. Na przykład nazwę wejścia, jego wzmocnienie, można ustawić je na potrzeby zewnętrznego procesora AV lub całkowicie wyłączyć, albo też wyłączyć wyjście do nagrywania. Guziki o których mowa mają kolorowe, świecące obwódki – lewy czerwoną, a prawy zieloną. Tym ostatnim możemy aktywować funkcję „mute” lub „uśpić” urządzenie. To stan podobny do „standby”, ale nie do końca. Napięcie odłączane jest tylko od stopnia prądowego, przedwzmacniacz ciągle jest pod napięciem. Skraca to czas potrzebny do rozgrzania, ale umożliwia też korzystanie z aktywnej pętli do nagrywania, do której możemy podłączyć np. wzmacniacz słuchawkowy (działa też elektor wejść). Lewym guzikiem (czerwonym) możemy aktywować wyjście do nagrywania.

Wzmacniacz ma budowę w pełni zbalansowaną, co oddają gniazda na tylnej ściance – mamy tam cztery wejścia zbalansowane XLR, a z kolejnymi numerami dwa wejścia niezbalansowane RCA. Sygnał jest za nimi symetryzowany i w takiej formie wzmacniany. Znakomicie wyglądają gniazda głośnikowe firmy Cardas, przeznaczone wyłącznie do wtyków widłowych – to ich patent, polegający na tym, że obydwie widły są dociskane z dokładnie tą samą siłą.

Wnętrze wygląda perfekcyjnie. Przy gnieździe sieciowym zainstalowano układ redukujący szumy RFI – firma rozwiązanie to nazwała Ayre Conditioner. Pośrodku umieszczono ogromny transformator o klasycznej budowie, z blachami EI. Współpracuje z nim sporo kondensatorów tłumiących tętnienie sieci i lokalne stabilizatory napięcia. Pracują w nich zielone diody LED, w roli wzorców napięcia, których poblask widać przez siateczki na górnej ściance urządzenia.

Końcówki mocy są dwie – każda na własnej płytce ze złoconymi ścieżkami. Stopień napięciowy to komplementarny stopień różnicowy na tranzystorach JFET, który później poprzez lustro prądowe (aby było zero na wyjściu) jest podawane na „diamentowy” bufor (dokładnie dwa, jeden na +, a drugi –). Diamentowy bufor oparty jest na tranzystorach bipolarnych i pracuje w płytkiej klasie AB. Na odsłoniętej części płytek widać świetne elementy bierne, w tym wykonywane specjalnie dla Ayre oporniki.

Z tyłu, pionowo, zamontowano dumę Hansena, znany z przedwzmacniacza KX-R układ zmiany siły głosu. Tradycyjnie były to potencjometry – do dziś większość firm z nich korzysta. Nie są one jednak „przezroczyste” brzmieniowo. Stąd sięganie po drabinki rezystorowe – dyskretne (elinsAudio) lub scalone (TAD) – transformatory z odczepami (Ayon Audio) lub wyrafinowane układy, zamieniające napięcie na prąd, zmniejszające go i z powrotem konwertujące go na napięcie (Accuphase).

Ayre korzysta z czegoś podobnego – układu zmieniającego wzmocnienie. Takie same rozwiązania od dawna znajdujemy w studiach nagraniowych – konsolety mikserskie mają w każdym torze nie potencjometr, a właśnie regulację „gainu”. Tutaj jest on jeszcze bardziej wyrafinowany, bo zmiana nie jest ciągła, a skokowa – wymuszana jest w precyzyjnych opornikach. Mimo że nie są one w torze sygnału, mają wpływ na jego jakość. Zostały one nalutowane na cudownie wyglądający selektor firmy Shallco, sterowany silnikiem krokowym i paskowymi przekładniami. Przypomnijmy, że oprócz Ayre podobne rozwiązanie, choć nie aż tak wyrafinowane, we wzmacniaczu Model 5 stosowała kiedyś firma Avantgarde Acoustic.

Przełącznik o którym mowa ma srebrne styki i zmienia układ ultraprecyzyjnych, niskoszumnych oporników, umieszczonych na głównej płytce. Układ daje 46 kroków, co 1,5 dB. Wejścia wlutowano do płytki drukowanej, na której mamy także przekaźniki i tranzystory FET. Okazuje się, że przełączaniem zajmują się te ostatnie, aktywowane przez przekaźniki. Podobne rozwiązanie w najnowszej generacji swoich urządzeń stosuje Accuphase.

na górę
© 2003-2014 FAST Łódź. Wszystkie użyte znaki towarowe są zastrzeżone i należą do ich prawnych właścicieli.
powrót na stronę główną na górę
 
PREVIOUS
(left arrow key)
NEXT
(right arrow key)
CLOSE (Esc)